Polscy kadeci w angielskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst w czasie II Wojny Światowej1

Antoni Rogoziński (Milwaukee, USA)

Po upadku Francji w 1940 roku i katastrofie 80-tysięcznej Armii Polskiej we Francji, na Wyspach Brytyjskich znalazło się 16 324 żołnierzy w tym 4 997 oficerów.

Po zorganizowaniu brygad kadrowych strzelców i czterech oficerskich dywizjonów pociągów pancernych, nadwyżki tych oficerów umieścił gen. broni W. Sikorski w kilku specjalnych obozach m. in. w Broughton na wyspie Bute w Szkocji, które podlegały gen. bryg. S. Dembińskiemu.

Angielska Królewska Akademia Wojskowa - R. M. C. - Royal Military College, Sandhurst - Pluton 73, rok 1943 - grupa angielska, w tym 7 Polaków szeregowców i st. szeregowców 1 Dywizji Pancernej. Stoją od lewej - tylny rząd: 1-szy Marian Norman-Nowakowski, 2-gi Józef Cyganowski, 3-ci Jacek Zagórski, 4-ty Ryszard Zatorski, prymus kursu, 5-ty Krzysztof Bauer-Czarnomski, siedzą w pierwszym rzędzie: 7-my Zbigniew Sztumpf, 8-my Adam Kozłowski. Reszta Anglicy

Z tej grupy oficerów, władze brytyjskie zakontraktowały 264 oficerów, przeważnie młodszych wiekiem i stopniem do służby w wojskach brytyjskich w Afryce.

Jednym z dzielnych i wysokocenionych później przez Brytyjczyków był rtm. dypl. A. Hlawaty, O. B. E. i R. A. C., który dosłużył się stopnia pułkownika - dowodząc na różnych funkcjach w służbie w: Birmie, Indiach, Grecji, Egipcie i in.

Nie wszystkim oczywiście wyznaczonym oficerom do tej służby w armiach alianckich podobały się te zarządzenia - ale rozkaz to święta rzecz!

O tych oficerach, których gen. Sikorski jako Premier i Naczelny Wódz PSZ oddał do służby w armii obcej - mówił Rozkaz NW Nr 9 z dn. 2 września 1941 roku:

"?żołnierz, którego normalnym przeznaczeniem jest obrona granic swej ojczyzny, walczyć dziś musi od tych granic zdala.

Obowiązkiem jego jest w tych warunkach podejmować się wszędzie, zawsze i każdej służby żołnierskiej, mającej przyczynić się do osiągnięcia lub przybliżenia zwycięstwa nad wrogiem [?]

Służba ta rzecz oczywista, będzie zaliczona na poczet czynnej służby wojskowej w Armii Polskiej w czasie wojny?".

Na marginesie należy zaznaczyć, że oficerowie Polacy za zgodą Sztabu Naczelnego Wodza służyli także i w armii francuskiej na przełomie lat 1939/40 - m. in. płk. dypl. Gwido Langer, mjr. łączn. Maksymilian Ciężki oraz 15 innych kryptologów - pracowali w zespole "Cadix" we Francji.

A oto co się działo w Armii Polskiej na Wschodzie.

Brytyjczycy zażądali - by gen. dyw. W. Anders odmłodził korpus oficerski APW - który notabene był pod względem wieku najstarszym w armiach świata.

Gen. Anders wyznaczył specjalną komisję, która wyselekcjonowała 1 240 oficerów, w tym 10 generałów, 179 oficerów sztabowych i 1 054 oficerów starszych i młodszych. I następnie zwrócił się do gen. Sikorskiego o uzupełnienia.

Pierwsza grupa 71 oficerów i 46 podchorążych przybyła do Rosji 18 marca 1942 r. pod komendą ppłk. dypl. M. Zaleskiego, późniejszego dowódcy łączności II Korpusu Polskiego, a następnie druga partia 150 oficerów i podchorążych wylądowała w Południowym Suezie dnia 18 lipca 1942 roku.

Był to rok 1942, Anglicy zgodzili się na organizację 1 Dywizji Pancernej. Organizowała się też 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa.

Powstało więc pytanie, skąd wziąć oficerów na obsadę tych dwóch Wielkich Jednostek? Dla samej tylko 1 Dywizji Pancernej wg etatów brytyjskich potrzeba było 885 oficerów.

Zaczęto w pośpiechu organizować szkoły podchorążych broni i służb w Szkocji.

Poczęły oczywiście wyłaniać się nieznane dotąd problemy - radio jest przecież jednym z podstawowych środków działania w oddziałach walczących, a przede wszystkim w broni pancernej. Czołg bez radia - to kupa żelastwa.

Zorganizowano natychmiast Szkołę Podchorążych Łączności w Centrum Wyszkolenia Łączności w Dundee, którą następnie przeniesiono do uniwersyteckiego miasta St. Andrews. Komendantem został mjr Teodor Lange z byłej SPInż. w Warszawie. Łączność miała później przygotować centralne szkolenia obsług radiowych dla całej 1 Dywizji Pancernej gen. bryg. S. Maczka i nawet Polskich Sił Powietrznych.

W szkoleniu kandydatów na oficerów broni pancernej pomogli Anglicy. W 1943 roku Anglicy otworzyli dla Polaków podwoje Royal Military College - R. M. C. - Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst.

The Royal Military College Sandhurst ma w Wielkiej Brytanii tą samą rangę, co we Francji St. Cyr. Szkoła istnieje od r. 1799, w którym to czasie otwarto R. M. C. w High Wycombe (Bucks). Przeniesiono je potem do Great Marlow, a w r. 1812 do Sandhurst.

Szkołę tę kończyli późniejsi: gen. Aleksander dowódca 8 Armii w II Wojnie Światowej, marsz. Montgomery i premier Churchill, ten ostatni w 1895 roku. Aż do 1940 r. była to oficerska szkoła kawalerii. W latach II Wojny Światowej i obecnie - nowoczesna szkoła broni pancernej.

Pierwsza grup polska (a było ich więcej niż jedna), odbyła turnus podchorążówki 5 maja - 30 października 1943 r. w Plutonie nr 73 batalionu szkolnego. Byli to kadeci: Krzysztof Bauer-Czarnomski, Józef Cyganowski, Adam Kozłowski, Bronisław Marcinkowski, Marian Nowakowski, Zbigniew Sztumpf, Jacek Zagórski i Ryszard Zatorski.

W prawie połowie kursu na własną prośbę wycofał się Bronisław Marcinkowski.

Ilu i kto z Polaków był na następnym turnusie nie ustalono całkowicie. Nie znalazłem też żadnych danych czy materiałów w tej sprawie w polskich archiwach.

Ale byli na pewno m. in. kadeci: Tadeusz Buczek, Stanisław Grzeszczyński, Kosma Pawłow i Andrzej Maria Poniatowski (urodzony w Paryżu w starej polskiej rodzinie książąt Poniatowskich, który w 1940 roku jako młody chłopak ochotnik zgłosił się do gen. S. Maczka w Coëtquidan z prośbą o przyjęcie do Wojska Polskiego. Nie mówił po polsku!).

Z posiadanych i zebranych informacji o R. M. C. - Królewskiej Akademii Wojskowej, należałoby podkreślić, że była to uczelnia wysokiej klasy. Doskonale wyposażona w pomoce naukowe i poligony do ćwiczeń praktycznych; koleżeństwo i dyscyplina, wzorowe. Zadowolenie z nauki duże, choć pracy wiele, choćby ze względu, że było wszystko w języku angielskim.

Trzeba też zaznaczyć, że szanse wybicia się na pierwsze miejsca nie były łatwe dla polskich kadetów. Brytyjczycy przed powołaniem do szkoły przechodzą specjalny kurs przygotowawczy - a nasi polscy żołnierze zostali "wyrwani" wprost z oddziałów, tyle tylko, że byli wybierani z tych co znali lepiej język angielski.

Po sześciu miesiącach nauki - nadszedł upragniony dzień - promocja podchorążych na podporuczników.

W ogóle polscy kadeci spisali się wzorowo. W kończącym szkołę plutonie było ich siedmiu i tych siedmiu znalazło się w pierwszej dziesiątce na ogólną liczbę 29. Pierwszy, drugi - to Polacy: Ryszard Zatorski i Krzysztof Bauer-Czarnomski, trzeci, czwarty - Anglicy, a potem sznurkiem: piąty, szósty, siódmy, ósmy i dziewiąty - Polacy. Ryszard Zatorski - prymus kursu!

Pierwszy to raz w dziejach Sandhurst cudzoziemiec prymusem promocji!

Ale był też Sandhurst niespodzianki nie tylko dla Anglików. W brytyjskich szkołach podchorążych, absolwenci po ich ukończeniu są promowani na podporuczników. W Polsce po szkole podchorążych rezerwy - otrzymywali stopień kaprala podchorążego i po przeważnie dwóch odbytych ćwiczeniach rezerwy - otrzymywali stopień podporucznika rezerwy.

Sztab NW chciał przywrócić ten zwyczaj i dla Polaków-wychowanków Sandhurst.

Kiedy Komendant-Rektor R. M. C. dowiedział się o tych projektowanych kapralach-podchorążych, powiedział z wyrzutem:

- "Ależ to jest przecież Sandhurst?"

Z tego powodu, jak fama głosiła w oddziałach, z których wywodzili się polscy kadeci - Anglicy chcieli po skończeniu kursu zatrzymać wszystkich Polaków-wychowanków w Sandhurst, w służbie w armii brytyjskiej. Po promocji ogólnej, jeden z trzech oficerów polskich, którzy przybyli do Sandhurst na uroczystości - wezwał tych młodych chłopców Polaków do kancelarii szkoły, gdzie został im odczytany rozkaz, że wszyscy otrzymują stopień podporucznika Wojska Polskiego. Rozkaz był podpisany przez gen. dyw. M. Kukiela - ówczesnego Ministra Spraw Wojskowych. Była to miła niespodzianka.

Nowi podporucznicy nie otrzymali żadnych dyplomów czy legitymacji - rozjechali się do oddziałów macierzystych, gdzie otrzymali po trzy gwiazdki metalowe do założenia na beret i naramienniki "battle dress". Otrzymali "Książeczki uposażenia oficera" - nie otrzymali już ekwiwalentu na zakup wyjściowego munduru oficerskiego.

W tym czasie miesięczne uposażenie podporucznika wynosiło Ł. 16 s. 10. Tak było przez cały czas wojny i tworu brytyjskiego - Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia.

Tu chciałbym podkreślić, że Sztab NW nie skapitulował w sprawie stopni kaprala podchorążego.

Następne kursy podchorążych dla Polaków odbywały się już w Szkole Podchorążych Broni Pancernej w Catterick Camp, Yorkshire w Anglii, z której absolwenci wracali do swoich macierzystych oddziałów bojowych jako podchorążowie!

Pierwszy kontyngent do Szkoły Podchorążych w Catterick Camp liczył 24 ludzi. Jednym z wychowanków był pchor. Stanisław Duraj, z 24 Pułku Ułanów, który do dnia dzisiejszego jest w stopniu podchorążego.

Dodać chcę, że podporucznicy R. M. C. J. Zagórski, R. Zatorski i Z. Sztumpf po urlopie okolicznościowym szkolnym, zostali powołani czasowo jako instruktorzy do Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst, a następnie poszli na front z 1 Dywizją Pancerną gen. S. Maczka. Spisali się doskonale w kampanii Dywizji w latach 1944/45 - wielu zdobyło wysokie ordery i odznaczenia bojowe:

Stanisław Grzeszczyński KW x 3
Zbigniew Sztumpf KW x 3
Marian Nowakowski VM
Andrzej Maria Poniatowski VM
Jacek Zagórski VM, KW
Ryszard Zatorski VM, KW

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że większość wychowanków R. M. C. Sandhurst po zakończeniu II Wojny Światowej ukończyła wyższe studia na uczelniach brytyjskich i krajów osiedlenia. Uzupełnili oni, choć częściowo, straty inteligencji - profesorów, doktorów, inżynierów i innych poniesione przez Polskę w czasie wojny

***

Powyższe opracowanie oparłem na udokumentowanych wydawnictwach i relacjach absolwentów R. M. C. i dowódców 1 Dywizji Pancernej - wykaz poniżej.

Spośród innych wydawnictw znalazłem nieumyślne nieścisłości, które z obowiązku kronikarskiego dla prawdy historycznej, podaję:

1. M. W. Żebrowski, Polska broń pancerna, 1971, na s. 441 podaje: "?Kilku kandydatów z 1 Dywizji Pancernej i 9 Pułku Ułanów zostało przyjętych na kurs Sandhurst. Spośród nich pchor. Jacek Zagórski ukończył jako prymus. Na uroczystości zakończenia kursu został on wyróżniony przez nałożenie pasa oficerskiego przed frontem całej szkoły przez ?Honorowego Gościa? jakim, na tej promocji był gen. sir Allan Adair, dowódca dywizji pancernej gwardii, który dowodził nią na froncie i często spotykał się z naszą 1 Dywizją Pancerną".

Jacek Zagórski miał "rodowód" 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Prymusem kursu był Ryszard Zatorski!

2. K. Jamar, With the thanks of the 1st Polish Armoured Division, 1946, s. 286-287.

"It was 2nd Lieutenant Andrzej Poniatowski who had been living in France - the descendant of a royal house which had ruled Poland 150 years ago. He had volunteered for service in the Polish army in Great Britain and had crossed the Channel in a small rowing boat. He had trained at Sandhurst".

Andrzej Maria Poniatowski zgłosił się u gen. S. Maczka już w 1940 roku w obozie Coëtquidan we Francji, prosząc o przydział do Wojska Polskiego - nie mówił po polsku. Vide: S. Maczek, Od podwody do czołga, 1984, s. 222.

Źródła:

1. Archiwum "Pancerniaka" 1968-1997, (USA),
2. Relacja rtm. Jacka Zagórskiego (Australia),
3. Relacja kpt. Ryszarda Zatorskiego (Australia),
4. Relacja mjr. br. panc. Tadeusza Wielogórskiego,
5. "Wiadomości Polskie", Londyn 1943, nr 1 (199),
6. Stanisław Maczek, Od podwody do czołga, Edynburg 1961,
7. Antoni Rogoziński, Wojska łączności i polska 1 Dywizja Pancerna, Milwaukee 1985.


PRZYPISY

1 Redakcja "Marsa" dziękuje Panu ppłk. Antoniemu Rogozińskiemu, wieloletniemu redaktorowi biuletynu Stowarzyszenia Polskiej 1 Dywizji Pancernej w Chicago (USA) pt. "Pancerniak", za zgodę na przedrukowanie prezentowanego artykułu, który pierwotnie ukazał się na łamach "Pancerniaka", czerwiec 1997, nr 57, s. 10-15.